sobota, 6 kwietnia 2013

Tylko Teraz


W pełnym sensie, jedyna zmiana jaka może się dokonać, może dokonać się tylko teraz. Zmiany które projektujemy w przyszłość, określając jak będzie, snując plany, tworząc liczne obrazy zamierzonego efektu, nie wiodą do prawdziwej zmiany. Zatrzymują się na pozorze, podczas gdy zmiana w jedynej chwili, w Teraz, przez tę ucieczkę w obrazy, nie jest dostępna. Projektowanie w przyszłości wynika często z Teraz, które jest nie do zaakceptowania. Jeśli nie zaakceptuje Teraz, czy zaakceptuje to, co będzie? To co będzie, tak czy inaczej będzie w Teraz. W gruncie rzeczy istnieje tylko Teraz - Nunc Aeternum. Jeśli jestem wystarczająco uważny, jeśli wystarczająco dobrze śledzę swoje myśli, zauważam, że plany i obrazy wybiegające w przyszłość nie mają na celu zmiany. Mają na celu ucieczkę od Teraz. Nie można uciec od Teraz, jest to ucieczka daremna. Zmiana jest pozorna, Teraz wciąż jednak mnie dopada. Jestem jednak przywiązany do mojej wizji przyszłości, ba, uważam, że przyszłość jest moja. Nie jest. Moje jest tylko Teraz. I przed tym Teraz uciekam w wirtualny koncept zwany Przyszłością. Dlatego wciąż nie dokonuje się prawdziwa zmiana. Prawdziwa zmiana, odwrót od nienawiści do siebie, z której wynika nienawiść do innych, odwrót od protestu wobec bycia tym czym jestem, który powoduje cierpienie osiągania może nastąpić tylko Teraz. Jeśli nie zrobię tego Teraz siedząc na krześle, pisząc, oddychając a tylko odłożę to na przyszłość - nic nie nastąpi. Przyszłości bowiem wciąż nie ma i nigdy nie będzie. Wciąż dopada mnie Teraz. Wieczne Teraz.

niedziela, 24 czerwca 2012

Istnieć to pozostawać w relacji

Moi uczniowie pisząc pracę semestralne zauważyli ten prosty problem - Odbierania bodźców z reklam, mediów, konstytuowania swoich poglądów na podstawie poglądów innych ludzi. Uczenia się wyborów od rodziców, znajomych, społeczeństwa. Dorastanie będące jedynie wdrukowywaniem wzorców. Nie możemy ich porzucić ponieważ nie są nasze, nie możemy ich porzucić ponieważ są nasze. Są nasze i nie są nasze - są obce ale z nich jesteśmy zbudowani. Nie widzimy ich ponieważ nimi jesteśmy - spoglądając wstecz dostrzegamy, że nie znamy siebie i nie rozumiemy siebie. Czy o sobie samym można mówić jedynie jako o innym? Kim jest ów Inny? Myślę, że to coś więcej niż Ricoeur, niż dobrze nam znane operacje dialogiczne. Stawiam im jedynie pytanie -czemu nie chcecie być wolni? - wolni od uwarunkowań od presji sytuacji, presji innych. - Ponieważ tym jesteśmy. - Jesteście ale jednocześnie nie jesteście. Dla innych, dla społeczeństwa także jesteście źródłem informacji zachowań - wiecie przecież, że możemy wybierać, selekcjonować bodźce - w tej pułapce mamy świadomość pułapki. Jeśli nie będziemy próbowali tego manipulować, zmieniać może będziemy mogli się temu przyjrzeć. Przyjrzeć samym patrzeniem, obserwacją, bez założeń co do tego czym miała by być wolność i co mielibyśmy zrobić. Wolność co do której mamy konkretne plany nie jest prawdziwą wolnością -jest planem, oczekiwaniem, wdrukowywanym w nas przez pokolenia. Wpiszemy naszą wolność, nasze idee, nasze poglądy innym przez co zasiejemy dalsze ziarno tej zbiorowej iluzji. Wojna, prześladowanie, nierówność, niesprawiedliwość społeczna zaczyna się w ciasnocie serca pojedynczego człowieka który nie miał tyle odwagi by zaobserwować co się z nim dzieje, kim jest, czym jest... Dajemy się manipulować przemocy społecznego życia, mediom, reklamie -lecz korzenia tej zewnętrznej opresji rodzą się w nas na nowo codziennie. W pielęgnowanych przyzwyczajeniach, w schematach, w bezkrytycznym poddaniu się statycznej idei. W istocie nic nie może nas skrzywdzić czy związać. To się dzieje zawsze. Codziennie w każdej drobnej czynności jesteśmy odpowiedzialni za wszystkie relacje - być bowiem, to pozostawać w relacji. Każda czynność, każda myśl ma wpływ na tę relację. Narzekasz na media? Przyjrzyj się swojemu myśleniu! Czy nie jesteśmy skostniali? Czy nie jesteśmy nieświadomi? Czyż nie wybieramy tego co znajome, łatwe, korzystne? Jak media mają wybierać coś innego? -To jesteś Ty. Przyjrzyj się niesprawiedliwości, społeczeństwu i przyjrzyj się sobie, swojemu codziennemu doświadczeniu. Czy nie jesteś pełen bólu, czy nie wybierasz tego co małe? Odpowiedzmy na to sobie w sercu, nie jest przecież potrzebne, aby tworzyć z tego kolejną szaleńczą ideę. Tylko zobaczyć, że nigdy nie jesteśmy wyizolowani. Jesteśmy jednym Krzewem, winoroślą przyniesioną z Egiptu.

poniedziałek, 28 maja 2012

Szczególnie po długim męczącym dniu, leżąc w łóżku, umysł podejmuje rzeczy trudne. Postrzeżenie, że dzień już minął, że problem który tka, ubierając go w obrazy, odniesienia, konteksty - nie istnieje. Jest tylko leżenie w ciemnym pokoju, przy zamkniętych powiekach. Realność jednak owego zapętlenia umysłu daje do zrozumienia, że na jawie robimy to samo. Od czegoś się zaczyna, od jakiegoś samobytu, jakiegoś pierwotnego problemu. Potem problem ten zaczyna tkać się w całą naszą percepcję - po percepcji przychodzi świat jaki znamy. Zmysły, czas, umysł. Tylko w niewielkiej przerwie kiedy udaje się nam postrzec wyłom między myślami, dostrzegamy absurdalną nierealność tak zwanego bytu. Dlaczego biorę udział w tej grze? Odpowiedź nie przychodzi ponieważ odpowiedź jest koncepcją zawartą w samej grze, w rdzeniu problemu. Zadziałać bez działania, bez odpowiedzi, bez myśli. Znaleźć tę energię która nie żywi się powodami... To zupełnie inny sposób bycia.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Droga. Prawda. Życie.

Krishnamurti używa sformułowania Pathless Reality. Ponieważ, Prawda to kraina bez dróg. „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” -rzekł Chrystus. Ale Panie, nie wiemy dokąd idziesz! Jesteś głęboko we mnie a ja jestem głęboko w Tobie. Nasz droga nie jest drogą, jesteś wędrowcem bez drogi, jesteś Krainą Bez Dróg. Gdy przestanę poszukiwać, gdy zgaśnie pytanie, gdy przestanę pytać co powinienem, a czego nie -ujrzę Ciebie. Tylko ta osoba. Żadnego osiągania, żadnej drogi. Każdy chce osiągać, jedynie Ty, nie chcesz osiągać. Sam bowiem jesteś nie osiąganiem. A nie osiąganie to Prawda. Ciało które jaśnieje blaskiem...

wtorek, 22 listopada 2011

"Nie mogę wejść na górę, bo obrałem błędną drogę."

Nie możesz się stać czymś czym nie jesteś. Nic nie może stać się tym czym nie jest.
Patrzę na rycinę "drogi na górę Karmel" wiszącą nad biurkiem i myślę, że Dobra ziemskie to w istocie próba stawania się czym nie jesteśmy. W istocie zbawienie dokonało się w Chrystusie -wiecznie dokonuje się w wiecznym teraz - Czas nie płynie linearnie - czas wytryska z Grobu Zbawiciela - jego pierwszy pośmiertny oddech jest prawdziwym Bereszit. My odtąd -czyli Od Zawsze - jesteśmy Tym Czym Jesteśmy. Dlaczego chcemy się Stawać? "Im bardziej szukam, tym mniej ich znajduje" - takie są dobra ziemskie. Czuję smutek, cierpienie -chcę włączyć internet, telewizor, iść do kina-istnieje jeszcze większe zagrożenie, tym bardziej niebezpieczne, że nazywamy je tzw. "duchowością" czynności, działania które są na pozór pobożne, próbują jakąś praktyką zmienić mnie. Nieraz religia, pobożne zabiegi są dla mnie rodzajem pychy duchowej. Ba, nawet medytacja może być próbą ucieczki, próbą Stawania się. -nie robię tego dla ich samych -po to, aby przykryć To Co Jest, to czym jestem. Nie mogę stawać się - Chrystus stał się raz na wieki. Smutek, cierpienie jest czymś co się wydarza, czego nie pozwalamy sobie przeżyć -a więc oddalamy to od siebie. Nie mogę jednak stać się tym czym nie jestem. "Och, gdybym miał skrzydła jutrzenki i uleciał" -wzdycha psalmista - nie. Najszczersza wola latania nie sprawi, że będę latał. "Nie mogę wejść na górę, bo obrałem błędną drogę."

poniedziałek, 13 czerwca 2011

mimo drzwi zamkniętych

Pod każdą sytuacja w głębi ukrywa się strach. Przypominając sobie zamknięte drzwi wieczernika myślę, że właśnie tak jest. Życie czeka jakaś misja – trud stawania się kimś, dążenia, przechodzenia z jednego stanu w drugi. Uczniowie bali się ponieważ posłanie to runęło na ich oczach. Sądzę, że to bardzo ważne – to jest po prostu nasze codzienne doświadczenie! Moje dążenie do Boga, dążenie do idei, które uważam za wartościowe, jest jak powiada Rumi - „pukaniem od środka”. Wciąż jest to trud bycia kimś, bycie kimś bowiem zakłada stawanie się, osiąganie, czynienie. To jest normalne -na tym polega codzienna egzystencja – myślę, kształtuje, działam – ale czy to jest życie? W końcu pojawia się strach, znużenie w momencie kiedy świat przestaje pasować do sieci jaką zarzuciliśmy -otóż -sieci szyje się na miarę ryb jakie chce się złapać -wymaganie od ryb, aby dostosowały się do rozmiarów sieci prędzej czy później sprawi pewien zawód. On jednak wchodzi „mimo drzwi zamkniętych” i mówi „Pokój wam!” . On, wolność w której się zanurzamy, pozwalająca wyrwać się ze strachu. Przyjrzyjmy się zmartwychwstałemu ciału! Z jaką wolnością się porusza, z jakim spokojem i szczęściem przemierza Judeę.

poniedziałek, 7 marca 2011

Sein zum Tode

Posłuchaj, życie jest krótkie
i zanim coś powiem upłynie
zbyt wiele książek. Rozsupłałem
ten węzeł i teraz
stoję wobec prywatnego obowiązku śmierci.
Mój Boże, kto pomyślał, że tu zaczyna się
dopiero dorosłość. Sądziłem że pierwsza opinia
samodzielna podróż, wyznanie miłości
aż-by w końcu budowa domu, -że
rzeczy głęboko dojrzałe odpowiedzialne
a tu
w mijających konsekwencjach zobaczyłem
że to ja muszę. Nie tylko mogę, dotąd życie
bywało wyborem i z uśmiechem chciałem najpełniej...
A teraz muszę.
I nic z tego co wcześniej nie było tak moje.

środa, 23 lutego 2011

Pod Dębami Mamre





"Objawił mu się Bóg, pośród dębów Mamre, gdy siedział u wejścia do namiotu w upale dnia."




Historia ta mówi także wiele tajemnic o modlitwie medytacyjnej. Abraham w swym nomadycznym trybie życia porzucił wszystko, co pewne i stałe na korzyść tego co niepewne i niestałe -a taki jest świat! Komentatorzy żydowscy wspominają za Tradycją, że Abraham był tego dnia chory (prawdopodobnie osłabienie lub infekcja z powodu obrzezani jak twierdzi Raw Chama Bar) i oto jak Bóg przychodzi do człowieka w medytacji - Abraham jak mówi dosłownie Tora "usiadł" przed namiotem -był upalny dzień -jak wspomina Tradycja - sprawił to HaSzem aby podróżni nie przeszkadzali Abrahamowi -nikt nie podróżuje bowiem w upalne dni. Zanim więc Abraham usiadł Opieka została nad nim rozciągnięta. Historia ta ukazuje pewną właściwość medytacji -czujność. Abraham był w swojej bierności, oderwaniu, wyczekiwaniu gotowy do działania -choć nie wiedział czego i Kogo ma się spodziewać. Siedząc przed namiotem oczyścił swój umysł, wyczuł swoje ciało -czuł bowiem ból, wyczuł swoje uczucia -były zagubione. Czuł całym sobą lecz pozostał w milczącej czujności. -Tak jak w medytacji -dopiero jego działanie pokazało jaka wartości tkwiła w siedzeniu. "Podniósł wzrok i dostrzegł, że w pobliżu stoi trzech mężczyzn. [Gdy ich] zobaczył , wybiegł im na przeciw z wejścia do namiotu i pokłonił się im do ziemi." -Abraham w milczeniu spotkał Boga pod postacią trzech Aniołów -a i liczba trzy jest dla nas ważnym znakiem. Komentatorzy powiadają, że wybiegł do nich mimo swojego bólu, mimo swojego zawiedzenia - ukazuje to pewien moment w medytacji -historia ta bowiem nie rozgrywa się w umyśle Abrahama -ale wychodzi w relację -w życie HaSzem jest bowiem Bogiem Żyjących i Bogiem Żyjącym. Rozbrzmiewa tu też mantra Abrahama "Przyjdź" a raczej skoro przyszedłeś - "Pozostań!" -pożądał Boga w życiu gwałtownie, szaleńczo -nie jako transcendentalnego oświecenia -lecz jako Nauczyciela który wejdzie w życie -skutki tej dziwnej wizyty odczuwamy bowiem do dziś. Jesteśmy dziećmi tego spotkania.
"I powiedział: Boże! Jeśli znalazłem przychylność w twoich oczach, nie przechodź obok swojego sługi." - Zatrzymał Go tym wołaniem, miał bowiem wielką pokorę, pusty umysł, znał własną nicość, nie czuł się godnym ani nie-godnym. Pragną a jednocześnie nie-wiedział. Nie oczekiwał niczego, chciał po prostu aby Bóg zatrzymał się na chwilę przy nim. Dlaczego medytujemy? Jakiego celu oczekujemy? Powinniśmy medytować jak Abraham -wczytać się głęboko w te intencję. Nasz dom jest bowiem namiotem nomada -jakąż możemy dać mu gościnę? Jednak On pozostał -jak Abraham - nomadyczny Bóg wędrowców - Bóg w Działaniu - jeden z aniołów był bowiem posłany aby uleczyć Abrahama, drugi aby przekazać Sarze, że za rok urodzi syna, trzeci w końcu aby zniszczyć Sedom (Sodomę). Cisza w jakiej spotkał się Bóg z Abrahamem jest świętą ciszą kontemplacji, momentem realnej codziennej bliskości Boga z człowiekiem.

"W odpowiedzi rzekli do Niego: "Ojcem naszym jest Abraham". Rzekł do nich Jezus: "Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. -J 8,33

poniedziałek, 21 lutego 2011

Ten Wzrok

Kto patrzy moimi oczami? Kto myśli moimi myślami? Kto czuje moimi uczuciami?

Szukam go. Tam gdzie gaśnie potrzeba rozróżniania i klasyfikacji – usypia tyran egotycznego umysłu, stoję w przerażającej ciszy. Patrzę na tę góry tak, jakbym patrzył na nie po raz pierwszy -stworzone przed momentem. Jednak „nie nasycony pierwszym dniem stworzenia, coraz większej pożądam nicości”. Na drugiego człowieka patrzę wzrokiem który przenika mnie, przechodzi przeze mnie, wychodzi za mnie ku niemu. W tym zwarciu spojrzeń widzę, że To samo patrzy jego oczami. Że to powstaje w współwystępowaniu relacji.

Uświadomcie to sobie, bo to bardzo ważne! Relacje są czymś okrutnie realnym! Świat jest pełen oczu, a żadne z nich nie jest moimi oczami. U podstaw wszystkiego brzmi przenikający wzrok Chrystusa.
Jak bardzo boimy się śmierci grożącej wraz z traceniem siebie dla Tego Wzroku.
Medytacja zaczyna się w ciszy praktyki, podąża na każdą drogę jaką idziemy. Musimy znaleźć Ten Wzrok w naszych relacjach. Spojrzeć na drugiego, tak, jak patrzy Nauczyciel.

sobota, 2 października 2010

Zapiski na marginesie kalendarza

Zapiski poczynione moją ręką dawno temu na marginesie kalendarza, rozciągające się w czasie na kilka dni. Data nieznana.

V.I.T.R.I.O.L

Bóg umarł w poniedziałek ok. godziny 20.00.
Dosłyszeć to można było w szumie drzew, a i w literach Tory światło poczeło blednąć aż naprzeciw słońcu stanowiło jedną, jednolitą z papierem masę.
Może po prostu wycofał się? -tak jak zrobił to gdy stwarzał Świat?
-Po co jednak miałby się wycofywać ze Świata już uformowanego?
Stałem jednak w milczeniu pośród łąki, której strome zbocze odbijało się w jeziorze.
Zasłoniłem więc oczy.
"Szma Israel, Adonai..." -zacząłem, lecz nikt nie odpowiedział
Trwała grobowa cisza.
Lecz świat trwał dalej.
Tak jak gdyby Jego nigdy nie było.

Następnego dnia odkryłem w sobie odbicie jeziora.
Ucieszyło mnie to zjawisko.
Byłem więc jak lustro?
Zanurzyłem dłoń w swojej źrenicy.
Nie -ja byłem jeziorem -tylko wcześniej nie dostrzegałem tego.
Następnie znalazłem Kwiat i Drzewo... Zacząłem badać ich liście i łodygi.

Tego niedzielnego poranka pomyślałem o Drzewie o jakim wspominał w swoim "Kuzari" Juda HaLevi.
Dowiedziałem się, że i ja jestem takim Drzewem.
Im głębiej wspinałem się i wyciągałem gałęzie ku niebu -
tym wyżej zapuszczałem korzenie przez gliny i piachy do piekła.

Następnego dnia, gdy już wiedziałem, że jestem jak lustro, wyruszyłem w stronę Lasu aby odkryć w sobie nieskończoność.
Drogę zagrodziła mi wysoka postać a była to Śmierć.
-Dokąd idziesz? -zapytała Śmierć
Lecz ja nie zatrzymałem się ani na chwilę
-Dokąd idziesz? -zapytała wołając za mną
Łąka mieniła się tysiącem barw a ja szedłem przed siebie upojony zapachem kwiatów i trwa.

(Tego też dnia litery mojej Tory zaczęły blednąć i sypać się.
Dostrzegłem, że słowo Emeth straciło literę Alef.)

O świcie dotarłem do lasu a spotkałem tam Eremitę
-Czego szukasz? -zapytała Eremita
-Szukam nieskończoności, aby znalazła się we mnie, w moim obliczu -odparłem
-Ten kto szuka, powinien szukać dogłębnie -rzekł Eremita
-Czego więc mam szukać, aby znaleźć w sobie ostatnie odbicie? -zapytałem
-Zejść musisz do podziemi, gdzie znajdziesz ukryty Kamień. -odrzekł Eremita

Zszedłem o świcie do piwnicy.
Tam wśród porozbijanych cegieł dostrzegłem Kamień i podniosłem go.
-Dokąd idziesz? -zapytał ktoś
Oślepłem, więc zobaczyłem Śmierć
-Dokąd idziesz?
Dostrzegłem w sobie Śmierć
Więc i ja byłem Śmiercią.
Dostrzegłem Boga
więc i ja..................
............................. (tekst nieczytelny)

niedziela, 26 września 2010

czym nie jestem (jedna trzecia drogi na Górę Karmel)

"Aby dojść do tego czego nie znasz, masz iść przez to czego nie znasz.
Aby dojść do tego czego nie zaznajesz, masz iść przez to czego nie zaznajesz.
Aby dojść do tego czego nie posiadasz, masz iść przez to czego nie posiadasz.
Aby dojść do tego czym nie jesteś, masz iść przez to czym nie jesteś"

To Święty Jan od Krzyża. Ten akapit znajdujący się przy ilustracji drogi na Górę Doskonałości często w odpisach jest pomijany na rzecz środkowego -bez wątpienia donioślejszego i ważniejszego -lecz ten o którym chce powiedzieć jest bardzo ważny, jest tym o czym zapominamy. Nie przytaczam tego ponieważ to Św. Jan, ani dlatego, że jestem znawcą jego nauki (nie jestem, lecz mam nadzieje, iż zbyt brutalnie nie reinterpretuje) Tak więc ,to nie jest tylko kwestia tak zwanej duchowości (bo jak czynią ci którzy potrafią oddzielić to co duchowe od tego co nie duchowe?) a kwestia codziennego doświadczenia. Wejście na Górę wiedzie przez ścieżkę percepcji prostej prawdy - jeśli wiesz czego szukasz nie znajdujesz nic nowego. Znajdujesz myśl która była pytaniem pośród równie twoich myśli które są odpowiedzią. Zrozumcie co mówi Św. Jan, bo to bardzo ważne! Cokolwiek mielibyśmy osiągnąć -musimy zobaczyć jak działa myśl -zrozumieć jej uwarunkowania, nie posuwać się dalej aby myśl swoim egotycznym blaskiem nie przyćmiła tego co jest. Zacząć należy od prostych czynności -od patrzenia na rzeczy którymi nie potrafimy się cieszyć, od doświadczenia, że nie znamy ludzi a jedynie nasze mniemania o nich, że dla siebie jesteśmy jedynie zbiorem mniemań na swój własny temat. Nie próbujcie zatrzymywać potoku myśli -zatrzymajcie ich ocenę, swoje przywiązanie do mniemań. Po prostu patrzcie. Bądźcie świadomi patrzenia. Zbadajcie co widzicie i gdzie jest patrzący a gdzie myśl. Droga pod Górę musi określić się przez świadomość tego czego doświadczam aby móc powiedzieć - szukam czegoś więcej -to bowiem mam. W tym co się posiada nie można poprzez usilne poszukiwania odnaleźć coś, czego się nie posiadało.

sobota, 28 sierpnia 2010

Patrzeć tam, gdzie patrzy Nauczyciel...

Gdy jesteśmy wciąż przy zadawaniu pytań, odpowiedzieć mogę, czym dla mnie jako chrześcijanina jest medytacja.
Niczym szczególnym. Nie sądzę, aby miała różnić się czymś istotowym od medytacji jakiejkolwiek religii czy ruchu. Nie ma też niczego z mistyki. Dlaczego więc mówię - "dla mnie, jako dla chrześcijanina"? -w doświadczeniu źródłowym nie ma miejsca na rozróżnianie, nie ma mnie, a więc medytacja nie jest niczym szczególnym, nie jest więc w swej istocie chrześcijańska, ani nie chrześcijańska. Jeśli mówię w ten sposób, to jedynie z powodu punktu dojścia. Ponieważ w Chrześcijaństwie ta forma modlitwy nie cieszy się popularnością ani też szczególnym zainteresowaniem. Dzieje się tak z wielką szkodą, ponieważ metoda dojścia, teoretyczne spojrzenie stworzone w ramach Chrześcijaństwa odkrywa przed medytującym kilka innych aspektów praktyki których o wiele trudniej doszukać się w Zen lub w ogóle w medytacji buddyjskiej. Myślę, że zainteresowanie mistycyzmem Chrześcijańskim pozwala buddystom na odmienne spojrzenie na te samo źródłowe doświadczenie. Tak samo jak spotkanie medytacji chrześcijańskiej z nauczaniem Zen przyniosło wiele korzyści duchowych dla Chrześcijan.
Osobiście medytacja moja posiada wiele cech Zen. Wiele też z nauczania autora "Obłoku Niewiedzy". Nauczyciel ogołocił samego siebie przyjmując postać sługi. W medytacji wygaszam umysł, pozostawiając go w absolutnej pustce. Tylko w takim stanie, gdy wszystko co jest subiektywną fikcją nie wchodzi w pole "widzenia" można zobaczyć rzeczy takimi jakie są. Budda powiadał : "Mam oko dharmy" . Celem mojej medytacji jest zyskanie oczu Chrystusa. Medytować znaczy - patrzeć tam gdzie patrzy Nauczyciel, patrzeć tak jak patrzy nauczyciel. Ten który jest Prawdą i Życiem posiada dar prawdziwego widzenia, zdarcia iluzji jaką nakłada pogrążony w sprawach Świata umysł. Dlatego w medytacji powtarza się modlitwę-mantrę "Maranatha!" - Przyjdź Panie! Aż ustąpią zasłony "ja" i będziesz mógł wejść przekazując naukę z serca do serca -kochać bowiem to znaczy patrzeć w tę samą stronę.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Niczego więcej nie poszukujcie!

Źle zadajemy sobie pytania. Tożsamość człowieka nie tkwi w niczym co jest w stanie sobie on wyobrazić. Nie jest tożsamością ciała, umysłu, płci, formy lub jej braku. Głoszę, że człowiek jest nie-z-tąd, człowiek jest boski. Pomiędzy tymi komplementarnymi istotami głęboka pustość bożej iskry życia wprowadza Królestwo Niebieskie. Zapełniamy się obrazami i mniemaniami, mamy pełny umysł i puste serce podczas gdy winniśmy mieć pusty umysł i pełne serce. To co wydarza się między nami jest wszystkim co istnieje, cała sprawa tak zwanej rzeczywistości rozgrywa się na wyciągnięcie ramion. Myśleć jak Chrystus, myśleć jak Buddha, to być w pełni człowiekiem -człowiek jest bowiem tym co siebie przezwycięża, co oddaje siebie na śmierć. W tajemnicy tego ciągłego umierania, ukrzyżowania dla świata realizuje się jego tożsamość -pustka umysłu lśni nieskończoną pełnią zmartwychwstałego Boga-Człowieka. „Kochałem to czym byłem i byłem tym co kochałem” powiada Mistrz Eckhart „a kto siebie samego kocha, zła czynić nie powinien. Zamiast szukać poza sobą spójrzmy w samo centrum siebie. Tam jest pustość, tam jest Królestwo które jest ostateczną wolnością i Ojczyzną.

Ono jest tu, bliżej niż myśl, bliżej niż my sami. Niczego więcej nie poszukujcie!

poniedziałek, 14 czerwca 2010

*** (do Juana Eduarda Cirlota)


"Tamta strona" nadprzyrodzona czy też naturalna , transcendentna czy immamentna, pasjonuje mnie, przyzywa bardziej niż miłość, bardziej niż pieniądze, sława i praca intelektualna" -Cirlot


Między materią a Duchem
jest przepaść
i złączenie jest
cykliczność i następstwo zodiaków
mandali konflikt między
czasem a wiecznością

Przykładam rękę do twoich liter
Juanie Eduardo
wczytuje się w metafizykę

pytam
co to za nauka

a to żadna nauka

bo zerwane są mosty
i umarłe jest pole

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Gdy otworzysz usta, wszystko jest źle...

...poszukują ścisłości języka oraz (poza wykluczeniem jej samej jako dialektycznego ćwiczenia) pragnęli by aby podejmowała zagadnienia konkretnie intersubiektywnie, na przekazywalny sposób.

Oszukują jednak samych siebie. Będąc falą jak mogę poznać morze? Właśnie teraz, siedząc na tarasie wśród nadciągającego parnego oddechu lata obserwuje wieczorny taniec jaskółek. Przepływa we mnie i prze-ze-mnie. Nie różny od ja i nie różny od nie ja. Nic w tym z dyskursu i nic w tym z pytania. Oto jest takość. Nim drgnie umysł nie pragnę -jestem wszystkim we wszystkim, niczym w niczym. Rozumiem swoje uwarunkowanie, wielką pieczęć swojego życia -toteż jest jak tkana z wątków opowieść bez początku i końca. Nie ma filozofii ani nie filozofii -nie mogę jej tworzyć, bowiem ją zakłamuje -przyjmuje więc ją milcząco, nie myśląc o niej. Jest mądrością nieporuszonej myśli, życiem które wyłania się we własnej samoekspresji. Niezatrzymane a więc nieuwarunkowane przez umysł pragnący tożsamości.

wtorek, 4 maja 2010

Złoty Szlak

"Wzorzec monarchii i podobnych systemów niesie informacje cenne dla wszystkich formacji politycznych. Moje wspomnienia upewniają mnie, że z przesłania tego mogą skorzystać wszelkiego rodzaju rządy. Rządy mogą być użyteczne dla rządzonych jedynie tak długo, jak długo powstrzymywane są naturalne skłonności do tyranii. Monarchie mają pewne zalety, poza dostarczaniem gwiazd. Mogą ograniczać rozmiary biurokracji i jej pasożytniczą naturę. Mogą w razie konieczności podejmować szybkie decyzje. Zaspokajają prastare ludzkie pragnienie hierarchii plemienno-feudalnej, w której każdy zna swoje miejsce. To cenna rzecz znać swoje miejsce: nawet tymczasowe. Drażni natomiast trzymanie kogoś na miejscu wbrew jego woli. Dlatego właśnie uczę o tyranii w najlepszy możliwy sposób: własnym przykładem. Nawet jeśli przeczytacie te słowa po eonach, moja tyrania nie będzie zapomniana. Zapewnia to mój Złoty Szlak. Znacie moje przesłanie, więc spodziewam się, że będziecie skrajnie ostrożni w przekazywaniu władzy rządom."
- (Wykradzione dzienniki) Frank Herbert "Bóg Imperator Diuny"

czwartek, 18 marca 2010

"Persona"



Dla Świata jestem obcy. Wchodzę w te grę bez decyzji.
Czy nie istnieją poranki podczas których nie chcemy wykonać kolejnego ruchu?
Wszedłeś w relacje ze światem. Dałeś mu palec, wziął rękę. Piętrzące się uwarunkowania wgniotły cię w materię kontekstu.
Koniec. Bez rozplątywania gordyjskich supłów przyczyn jednym brakiem decyzji zerwij sieć Indry!
Bowiem zawsze wchodziłem w relacje. Nim dłużej tym trudniej nie dokonać kolejnego kroku, nie iść za konsekwencją. Aż do momentu gdy nie wiemy skąd i dokąd. Koniec celu, początek gry. Podjąwszy decyzje z dobrej woli tracę. Nim więcej daje tym więcej jest wymagane. Bez taryfy ulgowej równych kosztów i szans.
Obiecaj sobie, że ten dzień będzie końcem utrzymywania stosunków ze Światem. Dzień kiedy nie wstaniesz z łóżka.

wtorek, 16 marca 2010

Noc

Na początku była Noc która jak powiada Bruno jest „Matką Prarzeczy”. Taka noc jest jak pierwotne wody, przerażające pierwotne łono pra-umysłu -tego sprzężenia, postępowania od Bytu do Nicości i od Nicości do Bytu. Rosenzweig wiedząc współzależne powstawanie wybrał metodę i postawę -zawsze bowiem musimy wybrać pewną postawę przed tym ukrzyżowaniem na ramionach elementów wszechświata. Nie łudźcie się więc iż filozofia wyjaśnić może cokolwiek! Wyrażenie jest jak ramiona ukrzyżowanego -śmierć rozcinająca wszelkie przeciwieństwa -najwyższe twierdzenie. Wszystko inne jest myleniem tego co orzekamy z tym o czym orzekamy. Orzekanie takie to nasza indywidualna tragedia, ponieważ bierzemy je na zbyt poważnie. W taką Noc należy wstąpić, w takie Królestwo Matek gdzie zgaśnie w bezsenności wszystko co może się jawić a zostanie przerażający szum tła. Zamiast zadawać kolejne pytania zrozumieć że nie jest inaczej niż to-oto-właśnie, że nie jestem inny od niczego nigdy i nigdzie, że nigdy niczego nigdy nie było. A z powodu, że nigdy niczego nigdy nie było właśnie jestem tu-oto-taki-właśnie. Rozpiąć mogę ramiona chwytając przeciwieństwa rozumiejąc największą sprzeczność mojego stawania się jako największą trwałość wszystkiego.

czwartek, 18 lutego 2010

O licznych korzyściach z przypadkowości

Zdarza się (z niesłychaną regularnością) uchwycenie luźno stojącej książki i odkrycie w niej czegoś niespodziewanego, co zmienia tok myślenia (bądź wpływ ma na dalsze postępowanie). Przypadkiem przeczytałem „O bibliotece” U. Eco. Naświetlił się oczywiście cały związek z Borgesem jako z apologetą przypadkowości koniecznej. Nieskończone biblioteki których cechą jest poszukiwanie bezwiedne, błądzenie wśród kłębów treści, aż do stopnia kiedy przekonujemy się o treściotwórczej naturze umysłu odsiewającego z chaosu porządek. W świecie zdominowanym przez osiąganie celów -o jakże – to potrzebne! Czego bowiem szukamy? Cel zawsze jest domyślny, połowiczny, nieostateczny, aż do celu prawdziwości umierania. Wszechstronne uporządkowanie jest traumą umysłu tracącego wiarę w swoją pierwotną funkcję wiązania w coincidentny sposób wielości z jednym. Może z podobnego powodu ludzie czujący niepokój odczuwają ciągłą potrzebę sprzątania, ładu, społecznego, estetycznego? Nie pozwalamy bezwiednie błądzić, trenujemy umysł w uporządkowywaniu myśli -nigdy nie trenujemy błądzenia. Nie pozwalamy sobie na błądzenie, tak jakbyśmy znali cel do którego ma dojść nie zbaczając z drogi. Tymczasem przypadkowo odkryte książki rządzą naszym losem. Wielkie przypadki kształtują człowieka w nas. Odsiewam z chaosu, czy chaos odsiewa ze mnie? Owo tajemnicze pytanie współwystępowania przeciwnych czynników. Tymczasem stara biblioteka pozwala się zgubić, internet pozwala szukać bez celu -nazywamy to bezczynnością i rozrywką. Jednak na wszystko co ważne trafiliśmy przypadkiem, niedokończonych scenach bezcelowego teatru życia. Coś co usensowniliśmy okazało się w perspektywie lat bezcelową farsą, coś gdzie dostrzegliśmy okruch zamysłu Absolutu okazało się nieporozumieniem. Innym razem coś co uważaliśmy za przypadek ukazuje nowy sens. Gdyby jak filozof, kapłan i prorok stanąć na górze, ponad równiną życia i dostrzec nieporozumienie rozpostarte pomiędzy przeciwnościami. Co innego mogło by nami kierować? Domyślne cele? Egotyczne dążenia, szlachetność będąca jedynie potrzebą bycia szlachetnym, a w istocie będąca błądzeniem we mgle tożsamości? Wszystko co czynimy jest jak strzały nie dosięgające celu, posłane na oślep ku czemuś co wiecznie nie-spoczywa.

niedziela, 6 grudnia 2009

Drzewo Życia

Podejmowanie Gry i wyłączanie się z niej, zdystansowanie się do jej absolutnie panujących zasad jest jedną z cech ludzi szczęśliwych. Jakoby w preludium do zaskakującego zmartwychwstania ciał zyskują panowanie nad połaciami rzeczywistości. Cierpią gdy tego chcą, rozkoszując się gdy tego pragnął. Z takimi ludźmi jest podobnie jak z aktorami którzy zapomnieli swojej roli podczas jarmarcznego przedstawienia. Rozumieją i nie rozumieją, że w rzeczywistości nie są inni od Gry zwanej Wszystkością. Wszystkość bowiem ich pochłania tak głęboko, aż do uświadomienia i nieuświadomienia sobie swojej tożsamości lub jej braku. „Ani to, ani to” mówią w świętej mowie, lub kreślą Klucz zbawienia jako dwie przecinające się linie, spotykające się raz w nieskończoności. Na niemożliwości przecięcia się linii, które przecięły się raz na zawsze zawisło Zbawienia Świata. Wobec braku czegokolwiek co można by zrobić w obliczu tak wielkiego spotkania i rozstania rozpostarło Swoje ręce pomiędzy dwoma niemożliwościami cierpiąc w milczeniu.
Chwalebny Krzyż zmartwychwstałego Pana.