poniedziałek, 7 marca 2011

Sein zum Tode

Posłuchaj, życie jest krótkie
i zanim coś powiem upłynie
zbyt wiele książek. Rozsupłałem
ten węzeł i teraz
stoję wobec prywatnego obowiązku śmierci.
Mój Boże, kto pomyślał, że tu zaczyna się
dopiero dorosłość. Sądziłem że pierwsza opinia
samodzielna podróż, wyznanie miłości
aż-by w końcu budowa domu, -że
rzeczy głęboko dojrzałe odpowiedzialne
a tu
w mijających konsekwencjach zobaczyłem
że to ja muszę. Nie tylko mogę, dotąd życie
bywało wyborem i z uśmiechem chciałem najpełniej...
A teraz muszę.
I nic z tego co wcześniej nie było tak moje.

środa, 23 lutego 2011

Pod Dębami Mamre





"Objawił mu się Bóg, pośród dębów Mamre, gdy siedział u wejścia do namiotu w upale dnia."




Historia ta mówi także wiele tajemnic o modlitwie medytacyjnej. Abraham w swym nomadycznym trybie życia porzucił wszystko, co pewne i stałe na korzyść tego co niepewne i niestałe -a taki jest świat! Komentatorzy żydowscy wspominają za Tradycją, że Abraham był tego dnia chory (prawdopodobnie osłabienie lub infekcja z powodu obrzezani jak twierdzi Raw Chama Bar) i oto jak Bóg przychodzi do człowieka w medytacji - Abraham jak mówi dosłownie Tora "usiadł" przed namiotem -był upalny dzień -jak wspomina Tradycja - sprawił to HaSzem aby podróżni nie przeszkadzali Abrahamowi -nikt nie podróżuje bowiem w upalne dni. Zanim więc Abraham usiadł Opieka została nad nim rozciągnięta. Historia ta ukazuje pewną właściwość medytacji -czujność. Abraham był w swojej bierności, oderwaniu, wyczekiwaniu gotowy do działania -choć nie wiedział czego i Kogo ma się spodziewać. Siedząc przed namiotem oczyścił swój umysł, wyczuł swoje ciało -czuł bowiem ból, wyczuł swoje uczucia -były zagubione. Czuł całym sobą lecz pozostał w milczącej czujności. -Tak jak w medytacji -dopiero jego działanie pokazało jaka wartości tkwiła w siedzeniu. "Podniósł wzrok i dostrzegł, że w pobliżu stoi trzech mężczyzn. [Gdy ich] zobaczył , wybiegł im na przeciw z wejścia do namiotu i pokłonił się im do ziemi." -Abraham w milczeniu spotkał Boga pod postacią trzech Aniołów -a i liczba trzy jest dla nas ważnym znakiem. Komentatorzy powiadają, że wybiegł do nich mimo swojego bólu, mimo swojego zawiedzenia - ukazuje to pewien moment w medytacji -historia ta bowiem nie rozgrywa się w umyśle Abrahama -ale wychodzi w relację -w życie HaSzem jest bowiem Bogiem Żyjących i Bogiem Żyjącym. Rozbrzmiewa tu też mantra Abrahama "Przyjdź" a raczej skoro przyszedłeś - "Pozostań!" -pożądał Boga w życiu gwałtownie, szaleńczo -nie jako transcendentalnego oświecenia -lecz jako Nauczyciela który wejdzie w życie -skutki tej dziwnej wizyty odczuwamy bowiem do dziś. Jesteśmy dziećmi tego spotkania.
"I powiedział: Boże! Jeśli znalazłem przychylność w twoich oczach, nie przechodź obok swojego sługi." - Zatrzymał Go tym wołaniem, miał bowiem wielką pokorę, pusty umysł, znał własną nicość, nie czuł się godnym ani nie-godnym. Pragną a jednocześnie nie-wiedział. Nie oczekiwał niczego, chciał po prostu aby Bóg zatrzymał się na chwilę przy nim. Dlaczego medytujemy? Jakiego celu oczekujemy? Powinniśmy medytować jak Abraham -wczytać się głęboko w te intencję. Nasz dom jest bowiem namiotem nomada -jakąż możemy dać mu gościnę? Jednak On pozostał -jak Abraham - nomadyczny Bóg wędrowców - Bóg w Działaniu - jeden z aniołów był bowiem posłany aby uleczyć Abrahama, drugi aby przekazać Sarze, że za rok urodzi syna, trzeci w końcu aby zniszczyć Sedom (Sodomę). Cisza w jakiej spotkał się Bóg z Abrahamem jest świętą ciszą kontemplacji, momentem realnej codziennej bliskości Boga z człowiekiem.

"W odpowiedzi rzekli do Niego: "Ojcem naszym jest Abraham". Rzekł do nich Jezus: "Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. -J 8,33

poniedziałek, 21 lutego 2011

Ten Wzrok

Kto patrzy moimi oczami? Kto myśli moimi myślami? Kto czuje moimi uczuciami?

Szukam go. Tam gdzie gaśnie potrzeba rozróżniania i klasyfikacji – usypia tyran egotycznego umysłu, stoję w przerażającej ciszy. Patrzę na tę góry tak, jakbym patrzył na nie po raz pierwszy -stworzone przed momentem. Jednak „nie nasycony pierwszym dniem stworzenia, coraz większej pożądam nicości”. Na drugiego człowieka patrzę wzrokiem który przenika mnie, przechodzi przeze mnie, wychodzi za mnie ku niemu. W tym zwarciu spojrzeń widzę, że To samo patrzy jego oczami. Że to powstaje w współwystępowaniu relacji.

Uświadomcie to sobie, bo to bardzo ważne! Relacje są czymś okrutnie realnym! Świat jest pełen oczu, a żadne z nich nie jest moimi oczami. U podstaw wszystkiego brzmi przenikający wzrok Chrystusa.
Jak bardzo boimy się śmierci grożącej wraz z traceniem siebie dla Tego Wzroku.
Medytacja zaczyna się w ciszy praktyki, podąża na każdą drogę jaką idziemy. Musimy znaleźć Ten Wzrok w naszych relacjach. Spojrzeć na drugiego, tak, jak patrzy Nauczyciel.

sobota, 2 października 2010

Zapiski na marginesie kalendarza

Zapiski poczynione moją ręką dawno temu na marginesie kalendarza, rozciągające się w czasie na kilka dni. Data nieznana.

V.I.T.R.I.O.L

Bóg umarł w poniedziałek ok. godziny 20.00.
Dosłyszeć to można było w szumie drzew, a i w literach Tory światło poczeło blednąć aż naprzeciw słońcu stanowiło jedną, jednolitą z papierem masę.
Może po prostu wycofał się? -tak jak zrobił to gdy stwarzał Świat?
-Po co jednak miałby się wycofywać ze Świata już uformowanego?
Stałem jednak w milczeniu pośród łąki, której strome zbocze odbijało się w jeziorze.
Zasłoniłem więc oczy.
"Szma Israel, Adonai..." -zacząłem, lecz nikt nie odpowiedział
Trwała grobowa cisza.
Lecz świat trwał dalej.
Tak jak gdyby Jego nigdy nie było.

Następnego dnia odkryłem w sobie odbicie jeziora.
Ucieszyło mnie to zjawisko.
Byłem więc jak lustro?
Zanurzyłem dłoń w swojej źrenicy.
Nie -ja byłem jeziorem -tylko wcześniej nie dostrzegałem tego.
Następnie znalazłem Kwiat i Drzewo... Zacząłem badać ich liście i łodygi.

Tego niedzielnego poranka pomyślałem o Drzewie o jakim wspominał w swoim "Kuzari" Juda HaLevi.
Dowiedziałem się, że i ja jestem takim Drzewem.
Im głębiej wspinałem się i wyciągałem gałęzie ku niebu -
tym wyżej zapuszczałem korzenie przez gliny i piachy do piekła.

Następnego dnia, gdy już wiedziałem, że jestem jak lustro, wyruszyłem w stronę Lasu aby odkryć w sobie nieskończoność.
Drogę zagrodziła mi wysoka postać a była to Śmierć.
-Dokąd idziesz? -zapytała Śmierć
Lecz ja nie zatrzymałem się ani na chwilę
-Dokąd idziesz? -zapytała wołając za mną
Łąka mieniła się tysiącem barw a ja szedłem przed siebie upojony zapachem kwiatów i trwa.

(Tego też dnia litery mojej Tory zaczęły blednąć i sypać się.
Dostrzegłem, że słowo Emeth straciło literę Alef.)

O świcie dotarłem do lasu a spotkałem tam Eremitę
-Czego szukasz? -zapytała Eremita
-Szukam nieskończoności, aby znalazła się we mnie, w moim obliczu -odparłem
-Ten kto szuka, powinien szukać dogłębnie -rzekł Eremita
-Czego więc mam szukać, aby znaleźć w sobie ostatnie odbicie? -zapytałem
-Zejść musisz do podziemi, gdzie znajdziesz ukryty Kamień. -odrzekł Eremita

Zszedłem o świcie do piwnicy.
Tam wśród porozbijanych cegieł dostrzegłem Kamień i podniosłem go.
-Dokąd idziesz? -zapytał ktoś
Oślepłem, więc zobaczyłem Śmierć
-Dokąd idziesz?
Dostrzegłem w sobie Śmierć
Więc i ja byłem Śmiercią.
Dostrzegłem Boga
więc i ja..................
............................. (tekst nieczytelny)

niedziela, 26 września 2010

czym nie jestem (jedna trzecia drogi na Górę Karmel)

"Aby dojść do tego czego nie znasz, masz iść przez to czego nie znasz.
Aby dojść do tego czego nie zaznajesz, masz iść przez to czego nie zaznajesz.
Aby dojść do tego czego nie posiadasz, masz iść przez to czego nie posiadasz.
Aby dojść do tego czym nie jesteś, masz iść przez to czym nie jesteś"

To Święty Jan od Krzyża. Ten akapit znajdujący się przy ilustracji drogi na Górę Doskonałości często w odpisach jest pomijany na rzecz środkowego -bez wątpienia donioślejszego i ważniejszego -lecz ten o którym chce powiedzieć jest bardzo ważny, jest tym o czym zapominamy. Nie przytaczam tego ponieważ to Św. Jan, ani dlatego, że jestem znawcą jego nauki (nie jestem, lecz mam nadzieje, iż zbyt brutalnie nie reinterpretuje) Tak więc ,to nie jest tylko kwestia tak zwanej duchowości (bo jak czynią ci którzy potrafią oddzielić to co duchowe od tego co nie duchowe?) a kwestia codziennego doświadczenia. Wejście na Górę wiedzie przez ścieżkę percepcji prostej prawdy - jeśli wiesz czego szukasz nie znajdujesz nic nowego. Znajdujesz myśl która była pytaniem pośród równie twoich myśli które są odpowiedzią. Zrozumcie co mówi Św. Jan, bo to bardzo ważne! Cokolwiek mielibyśmy osiągnąć -musimy zobaczyć jak działa myśl -zrozumieć jej uwarunkowania, nie posuwać się dalej aby myśl swoim egotycznym blaskiem nie przyćmiła tego co jest. Zacząć należy od prostych czynności -od patrzenia na rzeczy którymi nie potrafimy się cieszyć, od doświadczenia, że nie znamy ludzi a jedynie nasze mniemania o nich, że dla siebie jesteśmy jedynie zbiorem mniemań na swój własny temat. Nie próbujcie zatrzymywać potoku myśli -zatrzymajcie ich ocenę, swoje przywiązanie do mniemań. Po prostu patrzcie. Bądźcie świadomi patrzenia. Zbadajcie co widzicie i gdzie jest patrzący a gdzie myśl. Droga pod Górę musi określić się przez świadomość tego czego doświadczam aby móc powiedzieć - szukam czegoś więcej -to bowiem mam. W tym co się posiada nie można poprzez usilne poszukiwania odnaleźć coś, czego się nie posiadało.

sobota, 28 sierpnia 2010

Patrzeć tam, gdzie patrzy Nauczyciel...

Gdy jesteśmy wciąż przy zadawaniu pytań, odpowiedzieć mogę, czym dla mnie jako chrześcijanina jest medytacja.
Niczym szczególnym. Nie sądzę, aby miała różnić się czymś istotowym od medytacji jakiejkolwiek religii czy ruchu. Nie ma też niczego z mistyki. Dlaczego więc mówię - "dla mnie, jako dla chrześcijanina"? -w doświadczeniu źródłowym nie ma miejsca na rozróżnianie, nie ma mnie, a więc medytacja nie jest niczym szczególnym, nie jest więc w swej istocie chrześcijańska, ani nie chrześcijańska. Jeśli mówię w ten sposób, to jedynie z powodu punktu dojścia. Ponieważ w Chrześcijaństwie ta forma modlitwy nie cieszy się popularnością ani też szczególnym zainteresowaniem. Dzieje się tak z wielką szkodą, ponieważ metoda dojścia, teoretyczne spojrzenie stworzone w ramach Chrześcijaństwa odkrywa przed medytującym kilka innych aspektów praktyki których o wiele trudniej doszukać się w Zen lub w ogóle w medytacji buddyjskiej. Myślę, że zainteresowanie mistycyzmem Chrześcijańskim pozwala buddystom na odmienne spojrzenie na te samo źródłowe doświadczenie. Tak samo jak spotkanie medytacji chrześcijańskiej z nauczaniem Zen przyniosło wiele korzyści duchowych dla Chrześcijan.
Osobiście medytacja moja posiada wiele cech Zen. Wiele też z nauczania autora "Obłoku Niewiedzy". Nauczyciel ogołocił samego siebie przyjmując postać sługi. W medytacji wygaszam umysł, pozostawiając go w absolutnej pustce. Tylko w takim stanie, gdy wszystko co jest subiektywną fikcją nie wchodzi w pole "widzenia" można zobaczyć rzeczy takimi jakie są. Budda powiadał : "Mam oko dharmy" . Celem mojej medytacji jest zyskanie oczu Chrystusa. Medytować znaczy - patrzeć tam gdzie patrzy Nauczyciel, patrzeć tak jak patrzy nauczyciel. Ten który jest Prawdą i Życiem posiada dar prawdziwego widzenia, zdarcia iluzji jaką nakłada pogrążony w sprawach Świata umysł. Dlatego w medytacji powtarza się modlitwę-mantrę "Maranatha!" - Przyjdź Panie! Aż ustąpią zasłony "ja" i będziesz mógł wejść przekazując naukę z serca do serca -kochać bowiem to znaczy patrzeć w tę samą stronę.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Niczego więcej nie poszukujcie!

Źle zadajemy sobie pytania. Tożsamość człowieka nie tkwi w niczym co jest w stanie sobie on wyobrazić. Nie jest tożsamością ciała, umysłu, płci, formy lub jej braku. Głoszę, że człowiek jest nie-z-tąd, człowiek jest boski. Pomiędzy tymi komplementarnymi istotami głęboka pustość bożej iskry życia wprowadza Królestwo Niebieskie. Zapełniamy się obrazami i mniemaniami, mamy pełny umysł i puste serce podczas gdy winniśmy mieć pusty umysł i pełne serce. To co wydarza się między nami jest wszystkim co istnieje, cała sprawa tak zwanej rzeczywistości rozgrywa się na wyciągnięcie ramion. Myśleć jak Chrystus, myśleć jak Buddha, to być w pełni człowiekiem -człowiek jest bowiem tym co siebie przezwycięża, co oddaje siebie na śmierć. W tajemnicy tego ciągłego umierania, ukrzyżowania dla świata realizuje się jego tożsamość -pustka umysłu lśni nieskończoną pełnią zmartwychwstałego Boga-Człowieka. „Kochałem to czym byłem i byłem tym co kochałem” powiada Mistrz Eckhart „a kto siebie samego kocha, zła czynić nie powinien. Zamiast szukać poza sobą spójrzmy w samo centrum siebie. Tam jest pustość, tam jest Królestwo które jest ostateczną wolnością i Ojczyzną.

Ono jest tu, bliżej niż myśl, bliżej niż my sami. Niczego więcej nie poszukujcie!